
Muzyka
Butoh. Piękno, które nie musi być ładne.
Butoh to japoński „taniec ciemności”, który świadomie odrzuca klasyczne piękno. Krótko o źródłach i trzy nagrania, od których warto zacząć.
Czym to właściwie jest?
Butoh narodziło się w Japonii pod koniec lat 50. Twórcy tacy jak Tatsumi Hijikata i Kazuo Ohno świadomie odrzucili zachodnią estetykę tańca — wyprostowane sylwetki, skoki, lekkość i efektowność ruchu. Zamiast tego wrócili do ziemi i ciężaru ciała.
W Butoh środek ciężkości znajduje się nisko, ruch bywa ekstremalnie powolny, a ciała tancerzy — pomalowane na biało (shira-nuri) — przypominają ożywione rzeźby, duchy albo postacie ze snu. Nie chodzi o popis sprawności, tylko o wydobycie tego, co ukryte, kruche i niedoskonałe.
3 przykłady, od których warto zacząć
Wybrałem trzy nagrania, które pokazują rozpiętość Butoh — od intymnego minimalizmu po kontrolowany chaos.
1. Kazuo Ohno — emocja w czystej postaci
To klasyk gatunku. W „Admiring La Argentina” Ohno nie robi skomplikowanych figur. Pracuje nastrojem, gestem dłoni i mimiką. Zaskakuje, jak dużo da się powiedzieć tak małym ruchem.
Jest w tym coś niepokojącego, a jednocześnie bardzo ludzkiego.
2. Sankai Juku — kontrola absolutna
Jeśli Ohno reprezentuje improwizację i emocję, Sankai Juku to precyzja i dyscyplina. Grupa jest znana z architektonicznych układów i pracy z grawitacją — wystarczy wspomnieć spektakle, w których tancerze powoli opuszczają się na linach.
To wizualny majstersztyk: symetryczny, chłodny i hipnotyczny.
3. Dairakudakan — złoty chaos
Na koniec coś z drugiego bieguna. Dairakudakan to widowisko, groteska i nadmiar. Ich występy — pełne złotego pyłu, intensywnych świateł i dziwnych rekwizytów — balansują na granicy kiczu i rytuału.
To Butoh w wersji dzikiej, głośnej i wizualnie obezwładniającej.
Dlaczego o tym piszę?
Bo to dobry reset głowy. Butoh przypomina, że estetyka nie kończy się na tym, co „ładne” i „przyjemne”. Czasem to, co chropowate, wolne i trudne w odbiorze, zostaje z nami dłużej niż perfekcyjny, ale sterylny obraz.